Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą wyjazdy

Velo Dunajec – malowniczy szlak na europejskim poziomie

W zeszłym roku po raz pierwszy nie ruszyłam na rowerowy urlop z kimś nieznajomym, lecz z … siostrą. Wyszło jak wyszło, relację z wyjazdu dodaję dopiero po roku. Pomysł na pokonanie szlaku Velo Dunajec pojawił się po raz pierwszy w 2019 roku, kiedy to szukałyśmy destynacji na wspólny urlop. Wówczas przypadkowo trafiłyśmy na informacje o jego istnieniu, ale ostatecznie spośród wielu innych opcji wybrałyśmy trekking w słowackie Tatry Wysokie z nieznajomym podróżnikiem ze stolicy. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy „chodził” nam Velo Dunajec jako plan na przyszłość.   W sieci wyczytałyśmy wiele pochlebnych opinii na jego temat i choć jest on nieskończony, a prace nad jego kolejnymi fragmentami systematycznie trwają od paru lat, to już zyskał miano najpiękniejszego szlaku rowerowego w Polsce. Trzeba było to sprawdzić :-). Dodatkowym motywem przemawiającym za tym kierunkiem, zwłaszcza dla mojej siostry, był fakt, iż część szlaku biegnie poprzez miejsca związane z historią św. Kingi, czyli j...

Rowerowe wakacje - z Monachium przez Alpy, nad Adriatyk aż do Wenecji i Werony.

Połowa lutego, a ja dopiero relacjonuję swój rowerowy wyjazd z zeszłego roku. Ma to jednak swoją zaletę, ponieważ miło powspominać letni urlop, podczas gdy za oknem chłodne, zimowe dni. Na zeszłoroczny rowerowy urlop wybrałam się spontanicznie z jednym z czytelników mojego bloga. Wspólnie rozważaliśmy różne opcje na wyjazd, a ostatecznie wybór padł na trasę rowerową Alpe-Adria (Ciclovia Alpe Adria Radweg). Szlak ten stanowi połączenie Alp z Morzem Adriatyckim, zlokalizowany jest na terenie Austrii i Włoch, rozpoczyna się w Salzburgu, dalej prowadzi doliną rzeki Salzach i doliną Gastein, następnie przez Karyntię dociera do granicy austriacko-włoskiej. Po stronie włoskiej szlak biegnie przez Alpy Karnickie i Julijskie, Nizinę Wenecką, a kończy się nad samym Adriatykiem, w położonej na lagunie miejscowości Grado. Podróżując tą trasą mamy zagwarantowane piękne widoki i urozmaicony krajobraz, na który składają się szczyty największych europejskich gór, malownicze doliny z błękitnymi rzek...

Czechy, Austria i Słowacja na rowerze.

Tradycyjnie mam takie opóźnienia w pisaniu bloga, że wakacyjny urlop relacjonuję dopiero pod koniec roku lub na początku przyszłego ;) Za przygotowanie tego wpisu zabrałam się gdzieś w październiku 2016, tak niesystematycznie w miarę możliwości czasowych uzupełniałam kolejne informacje. Nie spodziewałam się jednak, że przygotowanie rzetelnego wpisu zajmie mi aż tak wiele czasu.  Zdarzały mi się dłuższe przestoje, a w miarę upływu dni i tygodni coraz trudniej przypomnieć sobie dokładnie co, gdzie i kiedy się wydarzyło. Jednak udało mi się jakoś odtworzyć przebieg całej zeszłorocznej wyprawy rowerowej. Na spędzenie urlopu letniego w 2016 roku nie miałam totalnie żadnej koncepcji... Był dopiero początek roku, więc do wakacji mnóstwo czasu, toteż nie przejmowałam się brakiem planów. Choć nasza Polska taka piękna, to jednak po głowie chodził mi jakiś zagraniczny trip. Wiedziałam jedno - jeśli zdecyduję się na wypad poza kraj, to na pewno nie w pojedynkę. O ile nie boję się samotni...

Moje "zagraniczne" podróże po Polsce.

Wenecja, Paryż, Rzym, Bagdad, Szwecja, Szkocja, Kosowo... Rowerem?!! W jednym roku? W jednym sezonie? Ba!- nawet w kilka dni! O taaaak! Wszystkie te miejsca odwiedziłam na rowerze i co więcej uczyniłam to nie wyjeżdżając z Polski! Tak, dobrze usłyszeliście! To możliwe, bowiem wspomniane miejsca znajdują się w naszym kraju i to w całkiem niedalekiej odległości od siebie.  WENECJA Wenecja- wieś w województwie kujawsko- pomorskim, w powiecie żnińskim, w gminie Żnin. Często określana mianem "Perły Pałuk". Wenecję łączy z prawdziwą włoską Wenecją nie tylko ta sama nazwa ale i obecność wody, bowiem wieś ta leży w bliskim sąsiedztwie licznych jezior. Oczywiście to nie to samo, co słynne włoskie miasto na wodzie, ale jest woda? Jest ;).

Samotne 300 km rowerem w jeden dzień?! O dłuższych dystansach w oczach amatorki i z perspektywy zwyczajnego roweru.

Dzień 30 sierpnia 2015 roku zapewne mocno zapisze się w mojej rowerowej historii. W tym bowiem dniu udało mi się przejechać 300 km! Poniżej chciałam przedstawić relację z moich jednodniowych rekordów: 200 km (w 2014 r) i 300 km w roku 2015. Rowerem zaczęłam jeździć mniej więcej w czerwcu 2014 roku, tak sporadycznie, przeważnie w weekendy. Do sierpnia siedziałam na rowerze w sumie 12 razy, a długość pokonywanych przeze mnie tras mieściła się w przedziale 50- 60km i raz 100 km. Dwa miesiące później, czyli w sierpniu, zamieściłam na jednym z portali podróżniczych ogłoszenie o chęci dołączenia do jakiejkolwiek wyprawy rowerowej. W wyniku tego ogłoszenia pojechałam z  nieznajomymi chłopakami na Hel (wyprawa zaczynała się w Szczecinie, ja dopiero mogłam dołączyć w Kołobrzegu - tu przeczytasz relację ). To pierwszy taki kilkudniowy wypad z pełnym ekwipunkiem w moim wykonaniu, więc towarzyszyły mi spore emocje. Najdłuższy odcinek z jakim przyszło mi się zmierzyć wyniósł 118 km. Pr...

W zachodnim krańcu Polski, czyli pierwsza samotna podróż.

Grudzień, a ja dopiero relacjonuję mój wakacyjny trip.. No cóż, dłuższe wieczory, więcej czasu na pisanie niż w sezonie ;) Tegoroczny rowerowy urlop z całą pewnością nie był aż tak spontaniczny i ekscytujący jak ubiegłoroczna wyprawa. Po prostu był inny, przede wszystkim typowo solo (co by nie używać nadto słowa samotny, mającego dla wielu raczej negatywny wydźwięk). Wstępne plany urlopowe snułam już z prawie rocznym wyprzedzeniem, obrałam sobie cel i sposób jego realizacji. Jednak na kilka tygodni przed wakacjami, zaczęłam na szybko rozważać inne rowerowe opcje, wyszukane wśród ogłoszeń na globtroter.pl (portal, do którego mam sentyment z powodu pierwszej, rowerowej eskapady). Oto moje alternatywy: A) wyprawa na wyspę Bornholm, zwaną rowerowym rajem dla rowerzystów - propozycja prywatnej osoby, pragnącej poznać ten rejon w grupie ochotników z portalu. B) Litwa - Łotwa - Estonia - ogłoszenie doświadczonego rowerzysty, poszukującego współtowarzyszy. C) wyprawa od źró...

Kołobrzeg - Hel, moja pierwsza rowerowa "wyprawa".

  "Dołączę do wyprawy rowerowej..." , czyli o kulisach wyjazdu.   Moje dotychczasowe urlopy nigdy nie wyróżniały się niczym szczególnym, aż do sierpnia 2014 roku. W pewnym stopniu zainspirowana rowerowymi podróżami brata, pomyślałam, że tegoroczny urlop również spędzę na dwóch kółkach. Wprawdzie rowerem lubiłam jeździć od najmłodszych lat, ale były to zwyczajne, sporadyczne przejażdżki po okolicy. Idea dłuższego wyjazdu zaczęła raczkować dopiero w 2013 roku, kiedy to kupiłam swój pierwszy rower pod kątem dłuższych dystansów. Powoli zaczęłam też gromadzić potrzebny sprzęt, np. sakwy etc. Ogarnęła mnie nieodparta pokusa przeżycia przygody, zrobienia czegoś nietypowego, czegoś innego niż schematyczny wypoczynek wielu znajomych nad morzem czy jeziorem. Nie miałam jednak sprecyzowanego pomysłu na wyjazd i na jego organizację. Z jednej strony chciałam wyruszyć w samotną podróż, być sobie samej "sterem, żeglarzem i okrętem", a z drugiej strony obawiałam się własnego brak...